Nie damy wam zginąć
Anna widziała, jak Omnitech Normana wraz z pozostałymi dziewiętnastoma bojowymi pojazdami obraca tępy dziób i kieruje się do hangaru, o piętro wyżej niż wejście do schronu. Piloci za chwilę będą bezpieczni.
Z czarnego dymu na południe od nich wyłoniły się statki wroga. Pięćdziesiąt myśliwców! Omnitechy odwróciły się, by stawić im czoła.
– Nie! – Krzyknęła Pauline – Nie macie szans! Wracajcie!
Czarne statki kołysały się przelatując między ściegami złotych strzałów obrony przeciwlotniczej. Zmieniały lot jak trzmiele, nie sposób było przewidzieć, jak się zachowają. Oprócz tego, że będą strzelać. Będą strzelać nieprzerwanie, aż zniszczą wszystko i wszystkich. Skoncentrowały ogień na jednym z Omnitechów. Cetnia i machina zamieniła się w jaśniejącą kulę plazmy. Gdy leciała w dół powietrze wokół drżało.
Nie!
Działka automatyczne szyjące do wroga wciąż chybiały.
– To był Roberto Perez – szepnęła mentalnie Pauline.
Roberto. Miły chłopak, czarnowłosy, marzyciel, przede wszystkim artysta, wojownik częściej w wyobraźni. Zamordowany przez nieznanego, niezrozumiałego wroga, który wdarł się niezapraszany, a teraz deptał i odbierał życie.
Arealna Anna wyszła z organicznej, włożyła ręce w ekran i położyła je na manipulatorach, a w tym czasie realna powłoka bezwładnie opadła na oparcie fotela, który ustabilizował ciało. Kątem oka dostrzegła, że Pauline chwyciła realnymi rękami manipulatory. Nie była urodzona jako program, więc bardziej ufała organicznym kończynom.
– Pauline Eim do pilotów Omnitechów Klanu Aymore’a. Kierujcie się do hangaru. Używajcie tylko tylnych dział. Nie damy wam zginąć.
Nie damy wam zginąć. Nie damy wam zginąć, powtarzała Anna. Zastosowała się do sugestii programu działka i przyspieszyła do dziesięciu. Świat dookoła znieruchomiał. Weszła w rzeczywistość urządzenia. Stała się celownikiem sięgającym daleko w przestrzeń, jakby teleskopem, który mógł umieszczać swoje oko w dowolnym miejscu okolicy nie tracąc ostrości widzenia, mógł szybko zmieniać położenie, co było imponujące przy dziesięciokrotnym przyspieszeniu. Anna stała się działem, jego wolą i myślą, stała się siłą sprawczą. Tak, maszyna była doskonała, ale to człowiek musi wskazać jej cel. Sokolowsky przypomniała sobie dwuwymiarowe, czarnobiałe filmy dokumentalne o japońskich pancernikach pływających po Damnacie. Gdy nadlatywały wrogie maszyny, strzelały do nich działka przeciwlotnicze obsługiwane przez dwóch żołnierzy. Ale to nie oni decydowali, w co celować. Obok nich stał trzeci żołnierz, nieosłonięty pancerzem, i białą pałką wskazywał obiekt. Oni zespoleni z działem tworzyli szybko reagującą jedność, ale to człowiek z białą wskazówką wyrokował, co mają robić. Anna, kiedyś program towarzyski, potem przez miłość pewnego szaleńca zamieniona w istotę ludzką, miała teraz innej maszynie wskazywać cel.
I wskazała. Nie myślała, tak jak radził Rector Ludens, chciała zestrzelić wroga, który zagrażał jej rodzinie. Zacisnęła arealne zęby i zwolniła przycisk ognia. I statek przeciwnika zamienił się w płonącą kulę.
– Brawo, tygrysico – usłyszała od Pauline.
I ogarnęła ją miłość do Eim, bo na polu walki każdy człowiek walczący obok, ramię w ramię, staje się najbliższą osobą. Nacisnęła spust jeszcze raz. Pociski z jej działka szybowały przecinając strugi dymu, mijały inne salwy, prądy powietrzne, krzyżowały się z czerwonym ogniem wrogich maszyn, które usiłowały zestrzelić kolejne Omnitechy. Czarne myśliwce ze złotym „V” były zwinne, nieprzewidywalne, ale nie dla Anny. Znowu trafiła, a statek rozpadł się na kawałki.
– Dorwij ich, tygrysico! – Krzyknęła mentalnie Pauline – Brońmy naszych chłopców!
Tak, oni osłaniali nas podczas ewakuacji, teraz my osłońmy ich. Pierwszy Omnitech znalazł się w hangarze. Za nim leciały następne, ostrzeliwując się gęsto z tylnych działek. Wyglądały jak tłuste pająki rozwijające obronne sieci. Ale stanowiły doskonały cel dla wroga. Dlatego Pauline, Anna i inni nie mogli, n i e m o g l i chybiać. Kolejny statek wroga zapłonął i ciągnąc za sobą kitę dymu poszybował w dół miasta. Ludzi obsługujących punkty ogniowe, a było ich w schronie blisko pięćdziesiąt, ogarnęła euforia. To możliwe, mówili sobie, to możliwe, trafiamy w nie, czuwa nad nami siła wyższa, czuwa nad nami Imperator, wygramy.
Drugi Omnitech zniknął w hangarze. Anna czuła, jak w jej ustach wyrastają długie, ostre kły. Pamiętała, jak Torkil opisywał jej podobne stany. Była tygrysicą.
Trafiła następny statek. I kolejny. Pauline też chyba uwierzyła w siebie, bo jej działko ugodziło przeciwnika.
– Paulinko, kocham cię – szepnęła Anna.
Teraz to nie działa strzelały do obmierzłych maszyn, ale obywatele gryźli wroga i szarpali szponami, wbijali w maszyny cyfrowe kły i rwali je realnymi pociskami. Podniosły nastrój w hangarze nasilał się. Obsługujący działa krzyczeli, stojący za ich plecami zagrzewali ich do walki i także wiwatowali, wszyscy szczerzyli zęby jak dzikie zwierzęta, nawet ci, którzy mogli tylko dopingować mieli przekonanie, że samym nastawieniem, samą wolą zmieniają przebieg walki.
Wykorzystano grafiki Tomasza Piorunowskiego, Marcina Trojanowskiego i Tomasza Marońskiego.
Webmasterzy: Lafcadio, wiesniak
video game walkthrough
Game-No1
Keno
Szósty sposób - blog Andrzeja Zimniaka
Wawrzyniec Podrzucki

