Chip wyznaczył procedurę na dziewiątą rano. Twierdził, że powinienem wejść w Rajską Plażę i czuwać przy Annie. Ekranowane pomieszczenie w nadmorskim hotelu było białe, spokojne, trochę surrealistyczne. Za oknem rozpościerała się przepastna perspektywa rajskiego nieba i oceanu. Na ścianie rozjarzył się ekran z twarzą Levi'ego.
    - Operacja przypomina przeniesienie żywej duszy do dibeka. Proszę usiąść na tym fotelu. Pan obok. Dobrze będzie, jeśli potrzyma pan partnerkę za rękę - uśmiechnął się.
    "Partnerkę...", powtórzyłem w myślach. "Wybaczcie, dziewczyny!", przed oczami zamajaczyły smutne twarze Pauline i Steffi. Coś zawyło w duszy. Zacisnąłem szczęki.
    - Za chwilę zobaczy pani za oknem różne obiekty - głos Chipa. - Wszyscy będziemy je widzieć. Proszę głośno je nazywać. Będzie to gwarantem ciągłości transferu.
    Coś wystukał. Przyjął powiadomienia gotowości od współpracowników. Zmówiłem koan koncentracji. Poczucie winy odpłynęło w dal. Wiedziałem, że nie na zawsze.
    - Można? - spytał Levi.
    Kiwnęliśmy głowami.
    - Odpręż się - szepnąłem.
    - Patrzyła w okno wzrokiem, który - jak się zdawało - sięgał dalej niż cyfrowe miraże.
    - Krzesło - odezwała się.
    Spojrzałem przez szkło. Istotnie, w powietrzu powoli przepływało krzesło. Dziwna procedura. Mebel przysunął się do framugi, a od drugiej strony wychynął kolejny obiekt.
    - Ryba - przedstawiciel morskiej fauny sunął śladem siedziska.
    - Rzeźba - leniwie obracający się posąg.
    - Stół... Drzewo... Łabędź... Okręt... Garnek... Obraz... Królik... Krawat... Majtki...     Opanowałem śmiech obserwując monstrualne cytrynowe figi, wydymające się niczym żagle. Dzięki ci, Panie, za poczucie humoru, odetchnąłem, może dzięki niemu przetrwam ciężkie chwile.
    - Mężczyzna...
    Mogliby go ubrać.
    - Kobieta...
    Chociaż z drugiej strony...
    Przedstawicielka płci pięknej zbliżała się do krawędzi, gdy na tle oceanu zawisł zielony napis: "Koniec transferu za 10 sekund... 9... 8..."     Zerknąłem na Annę. Nie odrywała oczu od cyfr.
    "4... 3... 2... 1."     Nagle się wyprężyła i zacisnęła rękę na moich palcach. Szeroko otworzyła oczy. Gościł w nich lęk, ale też uniesienie. Rozchyliła blade usta.
    - Ja...
    Jakże ważne słowo dla każdego człowieka. Przeciętny homo realium wymawia je sto razy dziennie nie zastanawiając się, co ono znaczy i dlaczego w ogóle może je wypowiedzieć.
    - ...Jestem.
    Drugi podstawowy wyraz. Jestem. Ja jestem. Esencja i egzystencja zawarta w najprostszym ze zdań.
    W jej oczach zakręciły się łzy. Spojrzała na mnie - jedynego bliskiego jej organicznego człowieka. Czy nie tak patrzy wykluwająca się gąska na pierwszą żywą istotę? Czy nie słusznie uznaje ją za mamę? Wstrząsnął nią szloch. Bardzo ludzki i cielesny.
    Do boju ruszą cyfrowe odpowiedniki hormonów stresu, zaskoczą neuroprzekaźniki, pojawi się uczucie niepewności charakterystyczne dla układów nie ogarniających całości swojego bytu... tłumaczył kilka dni wcześniej Levi.
    Podniosła się i mocno mnie objęła. Płakała. A ja razem z nią. Lałem łzy po części w odruchu empatii, po części z niepokoju, co teraz będzie. Echem powróciła jedna z ostatnich telesensycznych dyskusji z Chipem:
    - Zapytam ostatni raz, potem będzie za późno: jest pan pewien? Ma pan przemiłą partnerkę. Swego rodzaju ideał.
    - Istotnie: swego rodzaju.
    - Jest pan niezadowolony?
    - Przeciwnie. Ale to nie człowiek.
    - Co panu każe tak sądzić? Jaką widzi pan różnicę?
    - Są pewne zachowania...
    - Doprawdy? Niech pan pozwoli zauważyć, że miłość to nie gaz ani fala przepływająca między kochankami. Może trochę feromonów, ale poza tym, to przede wszystkim uczucie zrodzone w duszy. Pańskiej duszy. Czy Anna pana kocha, jest i pozostanie tajemnicą do końca świata. Wszak mamy do dyspozycji jedynie jej słowa i czyny, czyż nie?
    - Tak, ale...
    - Czym więc różni się jej partnerstwo od partnerstwa organiczek? One też jedynie komunikują swoje uczucia. W realium kaski telepatyczne się nie przyjęły.
    - Jestem w pełni świadomy egzystencjalnej samotności. Chcę ją uczynić człowiekiem ze względów, których sam do końca nie rozumiem, jednego jednak jestem pewien.
    - Tak?
    - Robię to dla niej.
    - Bo?
    - Skoro można zrobić coś dobrego, a decyzja zależy ode mnie, chcę to uczynić.
    - To nie będzie samo dobro.
    Spojrzałem w źrenice rozszerzone przerażeniem, szczęściem i niezrozumieniem. To nie będzie samo dobro...